11. Porażka życiowa

Szanowni Czytelnicy

Chyba ostatnim razem, gdy się żegnaliśmy, trochę przesadziłem z alkoholem. Nie patrzcie tak na mnie. Może faktycznie było tego trochę za dużo…

Następnego ranka znalazłem się w aucie na parkingu jakiegoś nieznanego mi bliżej zakładu bukmacherskiego. Wyglądał dość szemranie. Jednak nie to było najgorsze. Auto, w którym się znajdowałem, nie należało nawet do mnie. Nie mając pojęcia co wydarzyło się poprzedniej nocy, wysiadłem z auta i zacząłem poszukiwania swojego telefonu. Wszedłem do wcześniej wspomnianego lokalu, gdzie już od drzwi powitał mnie gromki śmiech.

Źródło: http://www.wyspiarzniebieski.pl/images/articles/5736/big_21162205684e6402da953fe.jpg

„Jak główka, leszczu?”

Zaraz potem, bez żadnych obiekcji, dżentelmen z drugiej strony lady, wytłumaczył mi jak wczoraj obstawiłem wszystkie pieniądze na drużynę, która praktycznie nie istnieje. Całkowicie legalnie, przez co nie mam co liczyć na zwrot. Na tę wieść zareagowałem milczeniem. Życie i tak przecież nie miało sensu, jednak to że teraz straciłem pieniądze go miało. W końcu zostałem z niczym. Tak jak jestem nikim.

Bezmyślnie ruszyłem przed siebie. Po paru godzinach znalazłem się na osiedlu, które niegdyś kojarzyło mi się z domem. Przed naszą klatką spotkałem Daniela. Nie musiałem myśleć dwa razy. Nie pozwalając mu dojść do słowa, przyłożyłem mu. I drugi raz. Trzeci…

Nagle poczułem, że ktoś mnie odrywa, a ja sam straciłem się bez reszty. Bez namysłu zacząłem atakować wszystkich, którzy znaleźli się na mojej drodze. Na szczęście moją jedyną bronią były pięści. Chwilę później poczułem jak całe moje ciało przeszywa prąd.

Ocknąłem się na komisariacie.

Spokojnego weekendu, Moi Drodzy
Czasami myślę, że zostaliście mi tylko wy.

Comentarios